GRY
gry online

piątek, 12 czerwca 2015

Misguided Ghosts - Wstęp.

Cała historia zaczęła się 1 września 2004 roku kiedy mama zapisała mnie do publicznego przedszkola. To był niezwykły dzień i wciąż doskonale go pamiętam. Weszłam do sali wypełnionej ryczącymi, drącymi się dzieci. Weszłam jako ułożona dziewczynka w równo wyprasowanej różowej sukience i lakierowanych balerinkach. Moja mama nadal nie wie co poszło nie tak, heh. Wracając do tematu, usiadłam przy stole z kredkami oddalając się od mamy. Mimo pozorów nie płakałam jak inne rozwydrzone dzieci. Kto by pomyślał, że w ciągu pięciu minut zdążę już rozpętać kłótnie z innym dzieckiem, a mianowicie z dziewczynką o ciemnych, czarnych oczach, które od razu jakoś mnie wtedy zaczarowały. Głupio się teraz przyznać ale poszło o kredkę, tak jedną kredkę, różową kredkę, którą chciałam narysować pięknego wtedy dla mnie kwiatka niczym Picasso. Zabrała mi ją także postanowiłam działać, ta kredka była moja. Jak widać nie jestem osobą, która łatwo się poddaje.
- Przepraszam, czy mogłabyś oddać mi tę kredkę? - zapytałam raczej przekonując do oddania niż pytając.
- Za moment ją dostaniesz, teraz ja ją mam. - odparła z pełnym spokojem. Nie jestem również osobą, która oddaje komuś coś z litości. Jeśli jest moje to walczę. Nie zamierzałam dłużej przekonywać ją słownie. Rzuciłam się na nią niczym drapieżnik na swoją ofiarę. Okazało się, że mimo swojego spokoju jest równym przeciwnikiem. Skończyło się na dywaniku u przedszkolanki i litaniach na temat naszego zachowania. Podczas tej rozmowy obie zaczęłyśmy się śmiać. Śmiać i doprowadzać wychowawczynię do szału. Resztę popołudnia spędziłyśmy razem opowiadając o uroczych konikach pony i nowej kolekcji Littles Pet Shop, które były niezbędną kolekcją każdej z nas. Tak mijały nam każde dni w przedszkolu. Znaczy w sali, w której byłyśmy odludkami, dziećmi zachowującymi się ze swoimi zasadami. Muszę przyznać, że już w przedszkolu lubiłyśmy dobre akcje i często wzywani byli nasi rodzice. A to trzeba było pokryć koszty jakiejś zniszczonej rzeczy, a to rozmawiać z rodzicem innego dziecka, a to z samą przedszkolanką poszkodowaną w danej sytuacji. Oczywiście nie odbywało się to bez naszego wspaniałego śmiechu, który był tak uroczy, ale każdy błąd był nam wybaczany już w pokoiku wychowawców. Skończyłyśmy przedszkole, cudem, ale skończyłyśmy widząc tą radość w oczach przedszkolanek. I nagle zrobiło się smutno. Lubiłam Lucindę i jej czarne oczy. Nie chciałam się z nią żegnać. Los chciał, że po wakacjach spotkałyśmy się na jednej sali gimnastycznej, w jednej szkole, na jednym rozpoczęciu roku. Pech nauczycieli chciał, że trafiłyśmy do jednej klasy. Przez pierwsze 3 lata zachowywałyśmy się raczej normalnie. Nieraz byłyśmy uważane za najspokojniejsze i najgrzeczniejsze w naszej specyficznej klasie. Wszystko zmieniło się w 4 klasie kiedy wkroczyłyśmy w tą taką 'dorosłość'. Teraz każdy nauczyciel miał o nas inną opinię. Dla jednych byłyśmy spokojne i grzeczne, dla drugich istne piekło spóźniające się tylko na ich lekcje, a dla jeszcze innych jak większość klasy. Przez te 6 podstawówkowych lat bardzo zżyłam się Lucy i traktowałam ją jak najprawdziwszą siostrę. Zawsze była przy mnie, potrafiła pocieszyć i rozśmieszyć. Za nami było wiele cudownych wypadów, śmiesznych wycieczek i epickich akcji. Miałyśmy już swoje własne przywitania i teksty, których nikt nigdy nie rozumiał. Pod koniec 6 klasy przyszedł czas na wybór gimnazjum. Długo się zastanawiałyśmy. Jedna chciała najbliżej, druga najlepsze. W końcu wybrałyśmy jedno, które nie było ani blisko ani daleko. Nie było dobre ale nie było też najgorsze. Było okej. Złożyłyśmy razem papiery a wakacje spędziłyśmy razem. Pojechałyśmy na kolonie, gdzie poznałyśmy wiele wspaniałych osób i nabrałyśmy jeszcze więcej pewności siebie. Zawarłyśmy sporo znajomości, a pośród nich z dwoma chłopakami - Filipem i Nathanem. Nie myślałyśmy, że utrzymamy z nimi jakiś większy kontakt. W sumie zapowiadało się na dodanie do znajomych na f/b i zapominamy. Ale tylko z nimi tak dobrze się bawiłyśmy, mieliśmy genialne pomysły i najlepsze prześmiane noce w ukryciu. Okazało się, że wszyscy mieszkamy w jednym mieście, w dwóch sąsiadujących Londyńskich dzielnicach. Po kolonii wychodziliśmy razem na dwór, pierwsze zauroczenie i młodzieńczy 'związek'. Ale kto przypuszczał, że pójdziemy we czwórkę do jednego gimnazjum, jednej klasy i nie będziemy musieli się żegnać? Wtedy nikt. Teraz? Teraz jesteśmy w szczęśliwych związkach z fajnymi chłopakami już ponad 2 lata. W gimnazjum zmieniłyśmy się całkowicie. Ja z ułożonej dziewczynki w równo wyprasowanej różowej sukience i lakierowanych bucikach stałam się typową 'buntowniczką' z marzeniami w chłopięcych ciuchach, ale Filip chyba taką też mnie kochał. Lucy przefarbowała włosy na różowo, stała się bardziej odważna, całkowicie zmieniła styl i również spodobała się taka Nathanowi. Staliśmy się jednością, najlepszą paczką przeżywającą niezwykłe przygody. Nie ma rzeczy niemożliwych jeśli się mocno wierzy i chce. 

1 komentarz:

  1. Super! Oczywiście życzę weny i czekam na następne rozdziały ^^!

    OdpowiedzUsuń