GRY
gry online

poniedziałek, 13 lipca 2015

Misguided Ghosts ( IV )

Obudziłem się w środku nocy. Szybko zerwałem się z łóżka. Śniło mi się coś dziwnego. Autokar. Wypadek. Nasza wycieczka! O nie.. Popołudniu mamy jechać autokarem na wycieczkę w góry. 
- Stanie się coś złego. - pomyślałem.
Tylko ja o tym wiem. Nie mogę do tego dopuścić. Ale co mogę zrobić? Tej nocy już nie zasnąłem. Rano, gdy wszyscy już wstali, na niczym nie mogłem się skupić. Ciągle myślałem o wizji, wypadku i o.. Lucy. Wydaje mi się, że poświęcam jej trochę za mało czasu. Muszę to zmienić. Może wezmę przykład z Filipa i kupię jej jakąś biżuterię, coś, co zawsze będzie Lucy przypominać o mnie, żeby nie zapomniała, że ją kocham. Dziewczyny są zajęte wybieraniem ubrań na dzisiejszą dyskotekę, więc się nie dowiedzą.
- Filip? - zawołałem. - Mam prośbę. Mógłbyś mi doradzić, jaką biżuterię kupić dla Lucindy? 
- Dlaczego ja? Sam wiesz najlepiej co lubi. - odrzekł zawiązując sznurówki od swoich granatowych trampek. 
- Maja była zachwycona naszyjnikiem od Ciebie.. Nie mam pojęcia co mogę dać Lucy. - powiedziałem.
Pomyślałem, że bransoletka byłaby idealna. Taka prosta, lecz elegancka, najlepiej srebrna. 
- No to kup jej taką. - odpowiedział bez wahania Filip.
- Co? Jaką? 
- Taką jak powiedziałeś. Srebrna, prosta i elegancka.
- Nic takiego nie mówiłem. Tylko pomyślałem.. Skąd wiedziałeś? - odparłem zaskoczony.
- W takim razie.. Nie, to niemożliwe. Czytałem w Twoich myślach?! - wyszeptał zdenerwowanym głosem. 
- Hm.. jest tylko jeden sposób aby to sprawdzić. O czym teraz myślę?
Filip zamknął oczy.

- O swoich wizjach. Zastanawiasz się, nad nimi, myślisz o tym, czy stanie się coś złego..
- Dosyć! - przerwałem.
Nie może dalej czytać w moich myślach. Co jeśli dowie się o wypadku? Co wtedy? Filip chyba zorientował się, że coś przed nim ukrywam. 
- Jak chcesz. - odpowiedział. - Mam nadzieję, że teraz mi wierzysz. 
Jasne, że mu wierzę i to jest najgorsze. Nie chcę wierzyć w to, że już nigdy nic przed nim nie ukryję. A co jeśli już o tym wie? Nie mam wyboru. Sam sprawię aby wycieczka się nie odbyła. Zeszliśmy na śniadanie. Jak zawsze wszyscy byli w dobrych humorach. Oprócz mnie. Popołudniu znowu mieliśmy czas wolny. Siedzieliśmy w pokoju, rozmawiając o naszych mocach. Sam nie wiem jak, ale ja mam te okropne wizje, Maja potrafi rozmawiać ze zmarłymi, a Filip czytać w myślach. To nie przypadek. Muszę z tym coś zrobić. W ostatniej chwili, gdy Filip, Lucy i Maja zaczęli pakować plecaki, przypomniałem sobie o wycieczce. Jeżeli teraz czegoś nie wymyślę, wszyscy zginiemy. Wybiegłem z pokoju bez słowa i zbiegłem na dół tak szybko, jak tylko potrafiłem. Wyszedłem przed budynek. Nikogo jeszcze nie było, ale autokar stał już na podjeździe. Wiem, że to, co teraz zrobię jest złe, ale wiem, że to lepsze niż śmierć moich wszystkich przyjaciół. Jak ktoś mnie przyłapie, będę mieć przechlapane. Pewnym ruchem wyjąłem z kieszeni od spodni niewielki, czarny scyzoryk. Przebiłem wszystkie, cztery opony w autokarze. Przynajmniej wycieczka się nie odbędzie. Wróciłem do pokoju, lekko się uśmiechając. Na zastałem w nim nikogo. Wszyscy byli już na dole. 
" ... Dlatego udamy się na wycieczkę pieszą." - usłyszałem schodząc z powrotem na dół. O nie.. a co jeśli kogoś przejedzie autokar? Wizja była niejednoznaczna.
Wycieczka nie może się odbyć. Ukradnę klucz i zamknę pensjonat. 
- Nie mam innego wyjścia. - pomyślałem. 
To nie było trudne. Zakradłem się na zaplecze, gdy przy rejestracyjnej ladzie nie było nikogo. Zabrałem klucz i szybko wybiegłem niezauważony przed budynek. Zamknąłem go od zewnątrz i wróciłem tylnymi drzwiami od zaplecza. Teraz tylko patrzeć, jak się męczą z otworzeniem drzwi. Uśmiechnąłem się patrząc, jak nauczycielka bezskutecznie 'walczy' z zamkiem. 
- Już późno. Niestety wycieczka się nie odbędzie. - usłyszałem głos naszej wychowawczyni. - Za niedługo widzimy się na dyskotece. - dodała z żalem w głosie.
Idealnie. W tej chwili zdałem sobie sprawę, że uratowałem ponad 50 osób. Teraz przygotuję się na dyskotekę i o wszystkim zapomnę. A klucz oddam jutro, na wypadek gdyby pani zmieniła zdanie. Rozeszliśmy się do pokoi i wszystko im opowiedziałem.
- Chyba nie należy niczego ukrywać, szczególnie przy Filipie. 
Wszyscy zaczęliśmy się śmiać, zupełnie tak jak dawniej. Problemy zniknęły. Oprócz jednego. Dalej nie mam bransoletki dla Lucy. Filip mrugnął do mnie porozumiewawczo. Znowu czytał w moich myślach. Wyszliśmy na korytarz. 
- Daj jej to. - powiedział podając mi srebrną bransoletkę. Była prosta i elegancka. Dokładnie taką chciałem jej podarować.
- Dziękuję. - powiedziałem obejmując Filipa po przyjacielsku. 

piątek, 19 czerwca 2015

Misguided Ghosts ( III )

Następnego dnia obudziliśmy się nieco wcześniej niż reszta grupy, bo już około 6. Rozmawialiśmy na temat zaistniałej poprzedniego dnia sytuacji. Po czasie skończyły nam się argumenty i temat ucichł. Maja dalej spała. Niepokoiło mnie to, że mimo naszych rozmów się nie obudziła. Zaczęłam ją lekko szturchać, mówić aby wstawała. Poszło to na nic. Spała jak zabita. Krzyknęłam więc..
- Majka! Wstawaj! 
- Zostań! - wrzasnęła szybko zrywając się z łóżka. Wypytywałam co się stało i kto taki ma zostać. Uzyskałam odpowiedzieć, że to tylko sen. Odpuściłam. Skoro tak mówi to tak musi być. Ubraliśmy się i zeszliśmy na dół na śniadanie. Nauczycielka nadal patrzyła się na nas krzywym wzrokiem, a my odpowiadaliśmy jej wkurzającym uśmiechem. Raz na jakiś czas patrzyłam się na Nathaniela zastanawiając się czy jego wizje są prawdą. W końcu położyłam mu głowę na ramieniu sugerując aby mnie przytulił. Od jakiegoś czasu okazywał mi mniej miłości. Martwiłam się, bo nigdy tak nie było. Przeważnie chodził zamyślony i nieraz w ogóle mnie nie słuchał. Objął mnie całując czuło w czoło, tak bardzo mi tego brakuje na co dzień. To sprawiło, że zapomniałam nad czym tak właściwie się zastanawiałam. Po śniadaniu mieliśmy 3 godziny dla siebie aby odpocząć. Filip i Nathan zostali wezwani do wychowawczyni, a ja siedziałam z Mają w pokoju. Siedziałyśmy w całkowitym milczeniu. Ani słowa. 
- Lucy? - zapytała nagle.
- Hm?
- Mogłybyśmy porozmawiać?
- Oczywiście. - odparłam zaciekawiona. - Co się stało?
- Bo widzisz.. Gdy spaliście.. ja widziałam swoją babcię..
- Babcię? A co ona by tu robiła i to w nocy? - dopytywałam. 
- Nieistotne co by tu robiła. Lucy, moja babcia nie żyje od 6 lat. - spuściła głowę ku dołu. - Ona.. ona powiedziała, że tu jest niebezpiecznie.. że musimy uważać.
Jej oczy posmutniały. Byłam zaskoczona. Nie mogłam w to uwierzyć, chociaż bardzo bym chciała. Przecież Maja jest moją przyjaciółką. Nagle do pokoju wpadli Nathaniel i Filip biorąc nas bez słowa za rękę i wybiegając z nami na korytarz. Dopytywałam co mu odbiło lecz zamiast odpowiedzi usłyszałam głośny huk z naszego pokoju. Minutę po tym otworzyłam drzwi i nie mogłam uwierzyć w to co się stało. Na podłodze leżała metalowa ramka ze zdjęciem naszej paczki. Szybka była rozbita na kilkaset malutkich kawałków, a zdjęcie spalone pod wpływem uderzenia pioruna, który wleciał przez otwarte okno prosto do naszego pokoju. Maja wtuliła się szybko w Filipa szlochając cicho w jego ramionach, a ja stałam w wejściu pokoju wciąż nie dowierzając w to co się właśnie stało. Wtuliłam się w Nathana tak mocno jak nigdy i nie chciałam za nic go puszczać. Byłam pewna, że to jego wizje. Że on wiedział, że to się stanie i udało mu się nas uratować. To cud, że tam był. Po chwili obok nas zebrało się mnóstwo ludzi pytających co się dzieje. Pomimo moich przekonań wolałam okłamać, że to tylko wypadek nie wzbudzając niepotrzebnych podejrzeń. Na dworze panował niesamowity huragan, który przerwał linie telefoniczne. Zero kontaktu z rodziną aż do naprawienia awarii na co nie zakładało się szybko. Uspokojeni zeszliśmy na obiad, już bez żadnych śmiesznych akcji. Nie wiedzieliśmy co się dzieje w tym pensjonacie i dlaczego to dotyka właśnie nas. Siedzieliśmy po cichu grzebiąc widelcem w jedzeniu. Po tym wszystkim nie mieliśmy ochoty jeść. Po obiedzie poszłam z Mają gdzieś na bok mówiąc chłopakom aby poczekali na nas w pokoju.
- Często tak masz? - zapytałam.
- Od dłuższego czasu. - odpowiedziała. - Nie widzę tylko mojej babci. Widzę wiele osób zmarłych. Nieraz są to moi dalsi bliscy lub ludzie, których nie znam.
- Skąd więc masz pewność, że nie żyją? - dopytywałam.
- Są zimni. Zimni jak lód. Ich twarze są całkiem poważne i białe. A ich serce.. nie mają serca.. - odparła bliska płaczu. - Czasami są to smutne, zagubione dusze, którą chcą tylko spokoju oraz chcą przed czymś przestrzec. Ale zdarzając się też takie złe, z oczami czerwonymi jak najstraszniejsze demony. Śmieją mi się w twarz swoimi krwistymi uśmiechami pełnymi ostrych zębów. Boję się ich.
Jej mina była zbyt poważna, zasmucona i przerażona aby uważać, że to tylko złe sny. W końcu to nie mógł być przypadek. Wierzyłam jej. Po tej rozmowie udałyśmy się do pokoju. Było już późno i wszyscy byliśmy już zmęczeni tym dniem. Przebrałam się w piżamę i ostatni raz patrząc na Maję, która zasnęła w objęciach Filipa położyłam się obok Nathana przytulając go mocno, całując w czoło i spoglądając na kawałki rozbitego szkła znajdujące się na moim łóżku oraz resztki spalonego zdjęcia. Oczy zamknęły mi się z nadzieją, że ta noc będzie spokojna, a następny dzień przeżyjemy bez żadnych niebezpiecznych sytuacji. 

środa, 17 czerwca 2015

Misguided Ghosts ( II )

23 maja - dzień Zielonej Szkoły. Długo wyczekiwany przez wszystkich dzień. Wstałem przed 6 rano budząc Maję sms'em tak jak robię to zawsze. Sprawdziłem wszystko, dopakowałem najpotrzebniejsze rzeczy, zjadłem śniadanie i wyszedłem z domu aby na czas przybyć na miejsce zbiórki kupując jeszcze po drodze jakieś jedzenie na czas jazdy. Zawlekłem się pod autokar z walizką zaopatrzoną w sprzęt elektroniczny, bez którego żaden wyjazd nie mógł być udany. O 9.30 wszyscy pożegnaliśmy rodzinę i wyruszyliśmy w pięciogodzinną drogę. W prawdzie jedzie się tam tylko dwie godziny z Londynu, ale jak zwykle naszej wychowawczyni nie wystarczyła sama nudna jazda, więc musiała wymyślić, że będziemy po drodze zwiedzać równie nudne zabytki starego miasta. Usiadłem z Nathanielem na tylnych siedzeniach mając przed sobą miejsca zajęte przez Maję i Lucindę. Co 15 minut zatrzymywaliśmy się, oglądaliśmy i zwiedzaliśmy głupie miejsca, które ani trochę nie były ciekawe. Około godziny 15 dotarliśmy zmęczeni i głodni do średniej wielkości pensjonatu, gdzie mieliśmy zostać na równy tydzień. Nie był zły, ale nie był też bardzo wypasiony. Był okej. Weszliśmy wąskimi, krętymi schodami na drugie piętro i rozeszliśmy się do pokoi. Nie były luksusowe, ale ważne, że miałem gdzie podłączyć laptopa i przenośny ruter. Oczywiście bez wiedzy nauczycielki, która karygodnie zabroniła brać ze sobą jakichkolwiek sprzętów. Ale raz się żyję. Zajęliśmy w czwórkę jak najlepszy pokój. Tylko w tym towarzystwie mogłem się bawić zarówno na wycieczkach, nocą i wolnych chwilach spędzonych w pokoju. Rozpakowaliśmy się omawiając po cichu akcje na kolejny tydzień. O godzinie 22.30 padliśmy ze zmęczenia. Następny dzień zapowiadał się spokojnie. Zbiórka na śniadanie o 8.00, a następnie zanudzająca wycieczka po okolicy. Tak jak było to w planie po śniadaniu poszliśmy się szlajać. Oczywiście nasza czwórka szła na końcu obgadując resztę społeczeństwa. Po przechadzce mieliśmy mieć czas dla siebie aż do wieczora. Wróciliśmy do budynku i nie bylibyśmy sobą gdybyśmy nie wymyślili przypałowej akcji. Przed obiadem poszliśmy do pokoju pielęgniarki i wchodząc do niego niezauważeni przechyciliśmy opakowanie tabletek przeczyszczających. Poszliśmy do jadalni, gdzie na stołach stały już przygotowane wazy z gorącą zupą. Dosypaliśmy do każdej po kilka tych proszków. Gdy pani chciała nalać nam tego zupo podobnego czegoś Nathan wymyślił nietolerancje glutenu zawartego w posiłku, którą mieliśmy mieć wszyscy tłumacząc, że rodzice zapomnieli dodać tego w papierach. Poskutkowało. W czwórkę usiedliśmy przy jednym stole jedząc chleb i czekając aż zaczną się 'wyloty' do łazienki. Nie minęło pięć minut a stało się to czego wyczekiwaliśmy. Wszyscy zaczęli wybiegać nie pytając się nawet pani co sprawiło, że cała nasza paczka zwijała się ze śmiechu. 
- Śmieszy to was?! - zapytała nerwowo wychowawczyni. 
- Nie ten.. bo widzi pani.. ten chleb ma taką fajną konsystencję. - zaśmiał się Nathan.
- Żebyś się czasem nim nie naćpał. - dopowiedziałem ze śmiechem.
- A chcesz żeby twoja uwaga w dzienniczku też taką miała?! 
To pytanie wzbudziło u nas jeszcze większy wybuch nieopanowanego śmiechu. Na reakcję pani nie czekaliśmy długo. Z wściekłą miną pokazała na drzwi karząc wyjść na korytarz i dała nam 'karę' na wieczorną wycieczkę. Mieliśmy zostać sami w pensjonacie co w sumie nam całkowicie pasowało, bo najlepiej bawiliśmy się razem. Usiedliśmy przy stole na korytarzu rozmawiając, śmiejąc się z całej tej sytuacji i planując kolejne bekowe akcje przez resztę dnia. Potem wszyscy wróciliśmy do pokoju. Bardzo chciało mi się spać, to był męczący dzień. Nie tylko ja byłem śpiący. Nathaniel już dawno spał, Lucinda zmywała makijaż w łazience, a ja siedziałem z Mają na łóżku. Patrzyliśmy sobie w oczy, zupełnie tak jak wtedy gdy byliśmy uwięzieni w jaskini. Wygląda tak pięknie w tym naszyjniku, cieszę się, że jej się podoba. Ale żeby nigdy go nie ściągać? Pocałowałem ją w czoło, oboje położyliśmy się w łóżkach znajdujących się obok siebie. Lucy wyszła z łazienki ubrana w swoją fioletowo - czarną piżamę i zajęła łóżko na przeciwko naszych - obok Nathaniela. Nachyliła się nad nim, okryła kołdrą i wyszeptała tylko "Dobranoc". Po chwili w pokoju panowała ciemność. Tylko przez okno było widać księżyc. Zawsze uwielbiałem ten widok. Po raz pierwszy zobaczyłem Maję na tamtej kolonii, dwa lata temu, wyglądała cudownie w świetle księżyca. To samo światło widziałem teraz. Nie mogłem oderwać od niego wzroku. 
- Chyba wszyscy już zasnęli. - pomyślałem.
Poprawiając śnieżno białą poduszkę usłyszałem dziwny odgłos. Taki jakby szmer. Powtórzył się kilka razy. 
- Jeśli robicie sobie ze mnie żarty, to wcale nie jest zabawne. 
Nie usłyszałem odpowiedzi. Wstałem, by zapalić światło. Naciskałem przełącznik kilka razy, ale nic się nie działo. Zapaliłem swoją latarkę i poświeciłem po pokoju. Wszyscy spali. Postanowiłem, że ich obudzę. 
- Maja, Lucinda, Nathan! - zawołałem. - Wstawajcie!
Dziewczyny usiadły na łóżkach, Nathaniel nadal spał. 
- Słyszałem dziwne szmery. Światło nie działa.
- Może to mysz. - odparła Maja.
- Albo płetwal błękitny. - zaśmiała się Lucy.
Po chwili wszyscy się śmialiśmy. W naszym towarzystwie najbardziej lubię to, że nigdy się nie nudzimy przebywając razem. Nagle światło samo się zapaliło. Wszyscy zrobili poważne miny, co zdarza się naprawdę rzadko. Nathaniel obudził się przerażony.
- Co się stało? - zapytała ze zmartwieniem Lucinda.
- Miałem wizję.. To nie był sen. Dziwne, wydawało mi się, że wiedziałem co wydarzy się w przyszłości. - odpowiedział Nathan zdenerwowanym głosem. 
Pierwszy raz widziałem jak się denerwuje, więc mu uwierzyłem. 
- Musimy dowiedzieć się co się stało.
Powoli zeszliśmy na dolne piętro po schodach. Trochę skrzypiały, więc staraliśmy się cicho stąpać po każdym z nich. Nie zauważyliśmy nic podejrzanego, więc wróciliśmy do pokoju. Chwyciłem za rękę Maję, Nathan zrobił to samo z Lucindą. Obudziliśmy się rano, wszystko było jak dawniej. Te szmery nic nie znaczyły, a jeśli chodzi o światło - to na pewno awaria prądu. Tak myślę, a bynajmniej tak chcę myśleć. 

Misguided Ghosts ( I )

Chyba nigdy nie zapomnę tego, co wydarzyło się w tamte wakacje. Noszę ten łańcuszek do dziś i nie planuję kiedykolwiek go zdejmować. Kiedy o tym myślę, już nie mogę doczekać się tegorocznej Zielonej Szkoły, to tak niedługo. 

Obudziłam się wcześnie rano. Wczoraj podjęliśmy wspólną decyzję, że uciekniemy z kolonii z Filipem... No i z Lucindą i Nathanem. Oni są taką piękną parą, prawie wcale się nie kłócą. Idealnie do siebie pasują. Też bym tak chciała. Nie wiem dlaczego, ale ciągle myślę o Filipie.. Kiedy zasypiam, kiedy się budzę, przez cały czas. Jakbym nie mogła bez niego żyć. Za każdym razem, kiedy patrzę w jego ciemnobrązowe oczy czuję jakby łączyło nas coś więcej niż tylko przyjaźń... Przyjaźń? Nie jestem pewna. Niedawno się poznaliśmy... Spojrzałam na zegar obok mojego łóżka. Już późno, muszę wychodzić. Siedziałam w autobusie obok Lucindy. Na wprost mnie siedział Filip. Słuchał muzyki i miał opuszczoną głowę. Szkoda, że nie mogłam spojrzeć w jego oczy. Dwie godziny później dojechaliśmy na miejsce. Postanowiliśmy, że najpierw zwiedzimy Jaskinię Zapomnienia. Była to wielka, ciemna grota. Trochę się bałam, ale kiedy Filip był obok czułam się bezpieczna. Nie mogłam przestać myśleć o nim... o tym wszystkim. Przez to nawet nie zauważyłam, że nigdzie dookoła nie ma żadnych ludzi. Lucinda i Nathan weszli do środka.
- Maja? - usłyszałam za sobą głos Filipa. - To dla Ciebie. - Oznajmił wręczając mi złoty łańcuszek z niewielką, fioletową gwiazdką. 
Był piękny, taki.. Niezwykły. Niczym nie różnił się od innych naszyjników, ale był wyjątkowy, ponieważ on mi go dał.
- Idziecie? - zawołał Nathan.
Nie zdążyłam nawet podziękować Filipowi, weszliśmy do jaskini. W środku było dość ciemno, w centralnej części znajdowało się jeziorko, na które z góry padał promień światła. Dzięki temu miało taki piękny, purpurowy odcień. Dalej było kilka korytarzy. Poszliśmy w lewą stronę. Chciałam jeszcze raz zobaczyć na naszyjnik od Filipa. Nigdzie nie mogłam go znaleźć. Chyba go zgubiłam. Nie mogłam go zgubić. Muszę go odnaleźć. 
- Zgubiłam... Portfel. Poczekajcie tu, pójdę go poszukać. - powiedziałam zdenerwowanym głosem. Wróciłam tym samym korytarzem i zaczęłam się rozglądać, mogłam go zgubić wszędzie. Nie wiem jak to się stało. Skręciłam w inny korytarz. Filip położył mi rękę na ramieniu. 
- Chyba znalazłem Twój... Portfel. - zaśmiał się podając mi naszyjnik.
- Dziękuję... - uśmiechnęłam się.
Byliśmy tak blisko siebie, przez co nawet nie zauważyłam, że idziemy innym korytarzem. Nagle usłyszałam nad nami dziwny odgłos. Kamienie zasypały wejście. Byliśmy zamknięci w ciemnej jaskini. Sami. Byłam przerażona. Spojrzałam na Filipa. Chyba też nie wiedział co robić. Mogliśmy nie uciekać, w głębi duszy wiedziałam, że wynikną z tego same kłopoty. Zrobiło się zimno. Usiedliśmy pod kamienną ścianą. Nie wiem o czym myślał, ale bardzo chciałabym wiedzieć. Znowu spojrzałam w jego oczy. Mogłabym podejść do niego bliżej. Chcę tego, ale boję się jego reakcji. 
- Może zaczną nas szukać? 
- Mam nadzieję. - przysunęłam się trochę bliżej w jego stronę. 
Złapał mnie za rękę. Czułam jego ciepło. Zapomniałam o tym, że jesteśmy uwięzieni w jaskini. Myślałam tylko o nim. O nas. 
- Jesteś wyjątkowa. - wyszeptał.
Teraz oboje patrzyliśmy na siebie. Widziałam jego ciemne oczy pełne nadziei. Ta chwila mogłaby trwać wiecznie. Przytulił mnie mocno. Słyszałam bicie jego serca. Nigdy nie myślałam, że może coś do mnie czuje. Teraz jestem tego pewna. 
- Wydostaniemy się stąd. - powiedziałam. 
Wstaliśmy i trzymając się za rękę udaliśmy się prosto, aż doszliśmy do końca korytarza. 
- Którędy teraz?
- Obojętnie. Jeśli się zgubimy, to zgubimy się razem. - odpowiedział. 
Skręciliśmy w prawo, rozglądałam się dookoła. Podeszłam bliżej i po drugiej stronie jaskini ujrzałam Lucindę i Nathana. Wszyscy wyszliśmy z jaskini jak najszybciej. Na pewno już nigdy nie uciekniemy z koloni. I nigdy już tu nie wrócę, chyba że z Filipem.
- Kocham Cię. - powiedział Filip.
- Ja Ciebie też. - odpowiedziałam bez namysłu. 
Założył mi na szyję łańcuszek.
- Już nigdy go nie zgubię. Obiecuję.

piątek, 12 czerwca 2015

Misguided Ghosts - Wstęp.

Cała historia zaczęła się 1 września 2004 roku kiedy mama zapisała mnie do publicznego przedszkola. To był niezwykły dzień i wciąż doskonale go pamiętam. Weszłam do sali wypełnionej ryczącymi, drącymi się dzieci. Weszłam jako ułożona dziewczynka w równo wyprasowanej różowej sukience i lakierowanych balerinkach. Moja mama nadal nie wie co poszło nie tak, heh. Wracając do tematu, usiadłam przy stole z kredkami oddalając się od mamy. Mimo pozorów nie płakałam jak inne rozwydrzone dzieci. Kto by pomyślał, że w ciągu pięciu minut zdążę już rozpętać kłótnie z innym dzieckiem, a mianowicie z dziewczynką o ciemnych, czarnych oczach, które od razu jakoś mnie wtedy zaczarowały. Głupio się teraz przyznać ale poszło o kredkę, tak jedną kredkę, różową kredkę, którą chciałam narysować pięknego wtedy dla mnie kwiatka niczym Picasso. Zabrała mi ją także postanowiłam działać, ta kredka była moja. Jak widać nie jestem osobą, która łatwo się poddaje.
- Przepraszam, czy mogłabyś oddać mi tę kredkę? - zapytałam raczej przekonując do oddania niż pytając.
- Za moment ją dostaniesz, teraz ja ją mam. - odparła z pełnym spokojem. Nie jestem również osobą, która oddaje komuś coś z litości. Jeśli jest moje to walczę. Nie zamierzałam dłużej przekonywać ją słownie. Rzuciłam się na nią niczym drapieżnik na swoją ofiarę. Okazało się, że mimo swojego spokoju jest równym przeciwnikiem. Skończyło się na dywaniku u przedszkolanki i litaniach na temat naszego zachowania. Podczas tej rozmowy obie zaczęłyśmy się śmiać. Śmiać i doprowadzać wychowawczynię do szału. Resztę popołudnia spędziłyśmy razem opowiadając o uroczych konikach pony i nowej kolekcji Littles Pet Shop, które były niezbędną kolekcją każdej z nas. Tak mijały nam każde dni w przedszkolu. Znaczy w sali, w której byłyśmy odludkami, dziećmi zachowującymi się ze swoimi zasadami. Muszę przyznać, że już w przedszkolu lubiłyśmy dobre akcje i często wzywani byli nasi rodzice. A to trzeba było pokryć koszty jakiejś zniszczonej rzeczy, a to rozmawiać z rodzicem innego dziecka, a to z samą przedszkolanką poszkodowaną w danej sytuacji. Oczywiście nie odbywało się to bez naszego wspaniałego śmiechu, który był tak uroczy, ale każdy błąd był nam wybaczany już w pokoiku wychowawców. Skończyłyśmy przedszkole, cudem, ale skończyłyśmy widząc tą radość w oczach przedszkolanek. I nagle zrobiło się smutno. Lubiłam Lucindę i jej czarne oczy. Nie chciałam się z nią żegnać. Los chciał, że po wakacjach spotkałyśmy się na jednej sali gimnastycznej, w jednej szkole, na jednym rozpoczęciu roku. Pech nauczycieli chciał, że trafiłyśmy do jednej klasy. Przez pierwsze 3 lata zachowywałyśmy się raczej normalnie. Nieraz byłyśmy uważane za najspokojniejsze i najgrzeczniejsze w naszej specyficznej klasie. Wszystko zmieniło się w 4 klasie kiedy wkroczyłyśmy w tą taką 'dorosłość'. Teraz każdy nauczyciel miał o nas inną opinię. Dla jednych byłyśmy spokojne i grzeczne, dla drugich istne piekło spóźniające się tylko na ich lekcje, a dla jeszcze innych jak większość klasy. Przez te 6 podstawówkowych lat bardzo zżyłam się Lucy i traktowałam ją jak najprawdziwszą siostrę. Zawsze była przy mnie, potrafiła pocieszyć i rozśmieszyć. Za nami było wiele cudownych wypadów, śmiesznych wycieczek i epickich akcji. Miałyśmy już swoje własne przywitania i teksty, których nikt nigdy nie rozumiał. Pod koniec 6 klasy przyszedł czas na wybór gimnazjum. Długo się zastanawiałyśmy. Jedna chciała najbliżej, druga najlepsze. W końcu wybrałyśmy jedno, które nie było ani blisko ani daleko. Nie było dobre ale nie było też najgorsze. Było okej. Złożyłyśmy razem papiery a wakacje spędziłyśmy razem. Pojechałyśmy na kolonie, gdzie poznałyśmy wiele wspaniałych osób i nabrałyśmy jeszcze więcej pewności siebie. Zawarłyśmy sporo znajomości, a pośród nich z dwoma chłopakami - Filipem i Nathanem. Nie myślałyśmy, że utrzymamy z nimi jakiś większy kontakt. W sumie zapowiadało się na dodanie do znajomych na f/b i zapominamy. Ale tylko z nimi tak dobrze się bawiłyśmy, mieliśmy genialne pomysły i najlepsze prześmiane noce w ukryciu. Okazało się, że wszyscy mieszkamy w jednym mieście, w dwóch sąsiadujących Londyńskich dzielnicach. Po kolonii wychodziliśmy razem na dwór, pierwsze zauroczenie i młodzieńczy 'związek'. Ale kto przypuszczał, że pójdziemy we czwórkę do jednego gimnazjum, jednej klasy i nie będziemy musieli się żegnać? Wtedy nikt. Teraz? Teraz jesteśmy w szczęśliwych związkach z fajnymi chłopakami już ponad 2 lata. W gimnazjum zmieniłyśmy się całkowicie. Ja z ułożonej dziewczynki w równo wyprasowanej różowej sukience i lakierowanych bucikach stałam się typową 'buntowniczką' z marzeniami w chłopięcych ciuchach, ale Filip chyba taką też mnie kochał. Lucy przefarbowała włosy na różowo, stała się bardziej odważna, całkowicie zmieniła styl i również spodobała się taka Nathanowi. Staliśmy się jednością, najlepszą paczką przeżywającą niezwykłe przygody. Nie ma rzeczy niemożliwych jeśli się mocno wierzy i chce. 

czwartek, 11 czerwca 2015

Misguided Ghost - Bohaterowie.

Lucinda:
~ Wiek: 15 lat
~ Miasto: Londyn
~ Rodzeństwo: -
~ Wzrost: 170 cm
~ Wygląd: Szczupła, czarne oczy, bardzo długie pastelowo różowe włosy, bardzo jasna cera, długie czarne paznokcie.
~ Styl: Gotycki, vintage
~ Ubiór: Białe, koronkowe sukienki, dużo biżuterii, creepersy lub glany.
~ Charakter: Miła, lubi pomagać innym, tajemnicza, emocjonalna, marzycielka, romantyczna, lubi być w centrum uwagi, odważna, inteligenta, spokojna.

Maja:
~ Wiek: 15 lat
~ Miasto: Londyn
~ Rodzeństwo: -
~ Wzrost: 171 cm
~ Wygląd: Szczupła, ciemnobrązowe oczy, czarne włosy do ramion, jasna cera.
~ Styl: Luźne ubrania, basic.
~ Ubiór: Rurki, za duże bluzy, trampki, czapki (jak chłopak).
~ Charakter: Typowa 'buntowniczka', lubi gdy coś się dzieje, marzycielka, uczuciowa, nie wyobraża sobie życia bez swoich przyjaciół, duże poczucie humoru.

Nathaniel (Nathan):
~ Wiek: 15 lat
~ Miasto: Londyn
~ Rodzeństwo: -
~ Wzrost: 180 cm
~ Wygląd: Szczupły, duże ciemnoniebieskie oczy, blond włosy, jasna cera
~ Styl: Klasyczny, dosyć elegancki.
~ Ubiór: Czarne koszule, kolorowe rurki, trampki
~ Charakter: Spokojny, romantyczny, otwarty, ma poczucie humoru, optymista, nie potrafi się gniewać.

Filip:
~ Wiek: 15 lat
~ Miasto: Londyn
~ Rodzeństwo: Alex - siostra (6 lat)
~ Wzrost: 180 cm
~ Wygląd: Przeciętny nastolatek, czarne włosy, ciemnobrązowe oczy, ciemna cera.
~ Styl: Klasyczny, zwyczajny.
~ Ubiór: Bluzy, rurki, trampki.
~ Charakter: Duże poczucie humoru, specyficzny aczkolwiek dobry charakter, uparty w dążeniu do celu, uczuciowy, wbrew pozorom spokojny.