- Stanie się coś złego. - pomyślałem.
Tylko ja o tym wiem. Nie mogę do tego dopuścić. Ale co mogę zrobić? Tej nocy już nie zasnąłem. Rano, gdy wszyscy już wstali, na niczym nie mogłem się skupić. Ciągle myślałem o wizji, wypadku i o.. Lucy. Wydaje mi się, że poświęcam jej trochę za mało czasu. Muszę to zmienić. Może wezmę przykład z Filipa i kupię jej jakąś biżuterię, coś, co zawsze będzie Lucy przypominać o mnie, żeby nie zapomniała, że ją kocham. Dziewczyny są zajęte wybieraniem ubrań na dzisiejszą dyskotekę, więc się nie dowiedzą.
- Filip? - zawołałem. - Mam prośbę. Mógłbyś mi doradzić, jaką biżuterię kupić dla Lucindy?
- Dlaczego ja? Sam wiesz najlepiej co lubi. - odrzekł zawiązując sznurówki od swoich granatowych trampek.
- Maja była zachwycona naszyjnikiem od Ciebie.. Nie mam pojęcia co mogę dać Lucy. - powiedziałem.
Pomyślałem, że bransoletka byłaby idealna. Taka prosta, lecz elegancka, najlepiej srebrna.
- No to kup jej taką. - odpowiedział bez wahania Filip.
- Co? Jaką?
- Taką jak powiedziałeś. Srebrna, prosta i elegancka.
- Nic takiego nie mówiłem. Tylko pomyślałem.. Skąd wiedziałeś? - odparłem zaskoczony.
- W takim razie.. Nie, to niemożliwe. Czytałem w Twoich myślach?! - wyszeptał zdenerwowanym głosem.
- Hm.. jest tylko jeden sposób aby to sprawdzić. O czym teraz myślę?
Filip zamknął oczy.
- O swoich wizjach. Zastanawiasz się, nad nimi, myślisz o tym, czy stanie się coś złego..
- Dosyć! - przerwałem.
Nie może dalej czytać w moich myślach. Co jeśli dowie się o wypadku? Co wtedy? Filip chyba zorientował się, że coś przed nim ukrywam.
- Jak chcesz. - odpowiedział. - Mam nadzieję, że teraz mi wierzysz.
Jasne, że mu wierzę i to jest najgorsze. Nie chcę wierzyć w to, że już nigdy nic przed nim nie ukryję. A co jeśli już o tym wie? Nie mam wyboru. Sam sprawię aby wycieczka się nie odbyła. Zeszliśmy na śniadanie. Jak zawsze wszyscy byli w dobrych humorach. Oprócz mnie. Popołudniu znowu mieliśmy czas wolny. Siedzieliśmy w pokoju, rozmawiając o naszych mocach. Sam nie wiem jak, ale ja mam te okropne wizje, Maja potrafi rozmawiać ze zmarłymi, a Filip czytać w myślach. To nie przypadek. Muszę z tym coś zrobić. W ostatniej chwili, gdy Filip, Lucy i Maja zaczęli pakować plecaki, przypomniałem sobie o wycieczce. Jeżeli teraz czegoś nie wymyślę, wszyscy zginiemy. Wybiegłem z pokoju bez słowa i zbiegłem na dół tak szybko, jak tylko potrafiłem. Wyszedłem przed budynek. Nikogo jeszcze nie było, ale autokar stał już na podjeździe. Wiem, że to, co teraz zrobię jest złe, ale wiem, że to lepsze niż śmierć moich wszystkich przyjaciół. Jak ktoś mnie przyłapie, będę mieć przechlapane. Pewnym ruchem wyjąłem z kieszeni od spodni niewielki, czarny scyzoryk. Przebiłem wszystkie, cztery opony w autokarze. Przynajmniej wycieczka się nie odbędzie. Wróciłem do pokoju, lekko się uśmiechając. Na zastałem w nim nikogo. Wszyscy byli już na dole.
" ... Dlatego udamy się na wycieczkę pieszą." - usłyszałem schodząc z powrotem na dół. O nie.. a co jeśli kogoś przejedzie autokar? Wizja była niejednoznaczna.
Wycieczka nie może się odbyć. Ukradnę klucz i zamknę pensjonat.
- Nie mam innego wyjścia. - pomyślałem.
To nie było trudne. Zakradłem się na zaplecze, gdy przy rejestracyjnej ladzie nie było nikogo. Zabrałem klucz i szybko wybiegłem niezauważony przed budynek. Zamknąłem go od zewnątrz i wróciłem tylnymi drzwiami od zaplecza. Teraz tylko patrzeć, jak się męczą z otworzeniem drzwi. Uśmiechnąłem się patrząc, jak nauczycielka bezskutecznie 'walczy' z zamkiem.
- Już późno. Niestety wycieczka się nie odbędzie. - usłyszałem głos naszej wychowawczyni. - Za niedługo widzimy się na dyskotece. - dodała z żalem w głosie.
Idealnie. W tej chwili zdałem sobie sprawę, że uratowałem ponad 50 osób. Teraz przygotuję się na dyskotekę i o wszystkim zapomnę. A klucz oddam jutro, na wypadek gdyby pani zmieniła zdanie. Rozeszliśmy się do pokoi i wszystko im opowiedziałem.
- Chyba nie należy niczego ukrywać, szczególnie przy Filipie.
Wszyscy zaczęliśmy się śmiać, zupełnie tak jak dawniej. Problemy zniknęły. Oprócz jednego. Dalej nie mam bransoletki dla Lucy. Filip mrugnął do mnie porozumiewawczo. Znowu czytał w moich myślach. Wyszliśmy na korytarz.
- Daj jej to. - powiedział podając mi srebrną bransoletkę. Była prosta i elegancka. Dokładnie taką chciałem jej podarować.
- Dziękuję. - powiedziałem obejmując Filipa po przyjacielsku.
Filip zamknął oczy.
- O swoich wizjach. Zastanawiasz się, nad nimi, myślisz o tym, czy stanie się coś złego..
- Dosyć! - przerwałem.
Nie może dalej czytać w moich myślach. Co jeśli dowie się o wypadku? Co wtedy? Filip chyba zorientował się, że coś przed nim ukrywam.
- Jak chcesz. - odpowiedział. - Mam nadzieję, że teraz mi wierzysz.
Jasne, że mu wierzę i to jest najgorsze. Nie chcę wierzyć w to, że już nigdy nic przed nim nie ukryję. A co jeśli już o tym wie? Nie mam wyboru. Sam sprawię aby wycieczka się nie odbyła. Zeszliśmy na śniadanie. Jak zawsze wszyscy byli w dobrych humorach. Oprócz mnie. Popołudniu znowu mieliśmy czas wolny. Siedzieliśmy w pokoju, rozmawiając o naszych mocach. Sam nie wiem jak, ale ja mam te okropne wizje, Maja potrafi rozmawiać ze zmarłymi, a Filip czytać w myślach. To nie przypadek. Muszę z tym coś zrobić. W ostatniej chwili, gdy Filip, Lucy i Maja zaczęli pakować plecaki, przypomniałem sobie o wycieczce. Jeżeli teraz czegoś nie wymyślę, wszyscy zginiemy. Wybiegłem z pokoju bez słowa i zbiegłem na dół tak szybko, jak tylko potrafiłem. Wyszedłem przed budynek. Nikogo jeszcze nie było, ale autokar stał już na podjeździe. Wiem, że to, co teraz zrobię jest złe, ale wiem, że to lepsze niż śmierć moich wszystkich przyjaciół. Jak ktoś mnie przyłapie, będę mieć przechlapane. Pewnym ruchem wyjąłem z kieszeni od spodni niewielki, czarny scyzoryk. Przebiłem wszystkie, cztery opony w autokarze. Przynajmniej wycieczka się nie odbędzie. Wróciłem do pokoju, lekko się uśmiechając. Na zastałem w nim nikogo. Wszyscy byli już na dole.
" ... Dlatego udamy się na wycieczkę pieszą." - usłyszałem schodząc z powrotem na dół. O nie.. a co jeśli kogoś przejedzie autokar? Wizja była niejednoznaczna.
Wycieczka nie może się odbyć. Ukradnę klucz i zamknę pensjonat.
- Nie mam innego wyjścia. - pomyślałem.
To nie było trudne. Zakradłem się na zaplecze, gdy przy rejestracyjnej ladzie nie było nikogo. Zabrałem klucz i szybko wybiegłem niezauważony przed budynek. Zamknąłem go od zewnątrz i wróciłem tylnymi drzwiami od zaplecza. Teraz tylko patrzeć, jak się męczą z otworzeniem drzwi. Uśmiechnąłem się patrząc, jak nauczycielka bezskutecznie 'walczy' z zamkiem.
- Już późno. Niestety wycieczka się nie odbędzie. - usłyszałem głos naszej wychowawczyni. - Za niedługo widzimy się na dyskotece. - dodała z żalem w głosie.
Idealnie. W tej chwili zdałem sobie sprawę, że uratowałem ponad 50 osób. Teraz przygotuję się na dyskotekę i o wszystkim zapomnę. A klucz oddam jutro, na wypadek gdyby pani zmieniła zdanie. Rozeszliśmy się do pokoi i wszystko im opowiedziałem.
- Chyba nie należy niczego ukrywać, szczególnie przy Filipie.
Wszyscy zaczęliśmy się śmiać, zupełnie tak jak dawniej. Problemy zniknęły. Oprócz jednego. Dalej nie mam bransoletki dla Lucy. Filip mrugnął do mnie porozumiewawczo. Znowu czytał w moich myślach. Wyszliśmy na korytarz.
- Daj jej to. - powiedział podając mi srebrną bransoletkę. Była prosta i elegancka. Dokładnie taką chciałem jej podarować.
- Dziękuję. - powiedziałem obejmując Filipa po przyjacielsku.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz